W dzisiejszym świecie łatwo ulec pokusie autopromocji. Pragniemy być zauważeni, docenieni, chcemy, by nasze sukcesy były widoczne dla innych. W sercu każdego z nas jest głód uznania – jest to ludzka potrzeba, ale pytanie brzmi, w jaki sposób powinniśmy z tego pragnienia korzystać?
Zamiast więc mówić światu o swoich sukcesach, pozwólmy naszemu życiu mówić za nas. Nie chodzi bynajmniej o to, aby skrywać nasze osiągnięcia czy rezygnować z cieszenia się nimi. Chodzi raczej o to, by nasze działania i wybory odzwierciedlały głębokość naszego serca, a nasza wartość nie była oparta na ocenie innych ludzi, lecz na autentyczności i prawdzie naszego życia.
Pamiętajmy, że komplementy i pochwały przychodzą i odchodzą, lecz to, co w życiu najbardziej wartościowe, rodzi się z ciszy serca, które szuka Boga a nie aplauzu. Nie potrzebujemy stale potwierdzać naszej wartości poprzez słowa innych. Nasza prawdziwa wartość już jest – w sercu, które kocha, w dobru, które czynimy, w pokoju, którego doświadczamy, gdy spoglądamy w górę, ku Niebu, a nie w lustrzane odbicie naszych osiągnięć.
Niech dzisiaj nasze serca napełnią się pokorą i wdzięcznością za każde słowo uznania, które płynie od innych. Ale pamiętajmy równocześnie, by nie polegać na nich bezkrytycznie. Niech to, jakimi jesteśmy i co robimy, mówi więcej niż najgłośniejsze nasze słowa. Wtedy każda pochwała, która do nas dotrze, będzie tylko miłym dodatkiem do prawdziwego pokoju, jaki znajdujemy w Bogu i w sobie samym.



